Parafia pw. Św. Mikołaja w Gdyni Chyloni




Start

Treść

Nieszpory z rodziną w misji Drukuj Poleć znajomemu
W środę 22 lipca odbyły się w naszej parafii nieszpory z rodziną w misji Andrzeja i Lidii Jurczyków z najstarszej wspólnoty neokatechumenalnej w Gdańsku Starych-Szkotach (parafia św. Ignacego). Byli obecni, wraz z dziesięciorgiem dzieci, które podzieliły się swoim doświadczeniem, po świadectwie rodziców. Jeden z synów (Maciej) jest seminarzystą misyjnego seminarium Redemptoris Mater w Hiszpani.

gallery1gallery1gallery1gallery1gallery1

Podobne nieszpory odbyły się w środę 29 lipca w kościele oo. Redemptorystów. Na spotkanie przybyli Stanisław i Wiesława Rytlewscy, którzy byli odpowiedzialnymi 1 wspólnoty w Bydgoszczy - Fordonie w parafii MB Królowej Męczenników, a obecnie na misji ad gentes w Kolonii (Niemcy).

Na eucharystii w parafi św. Brygidy w Gdańsku 1 sierpnia odbyło się kolejne spotkanie z rodziną Rajter (Wojciech wraz z Iwoną są na misji w Moskwie), którzy pochodzą z lubelskiej wspólnoty naszych katechistów Stryjeckich.

Misjanarze trzeciego tysiąclecia
Lidia i Andrzej Jurczykowie


Nie wszyscy mieli okazję uczestniczyć w nieszporach z rodziną Jurczyków, ale wszyscy mogą zapoznać się z ich artykułem z Gwiazdy Morza, oraz tygodnika Idziemy:

Żyjemy dziś w zgiełku mass-mediów pod presją mentalności świata całkiem antychrześcijańskiej. Rodzice mało mają czasu i inspiracji, by wchodzić z dziećmi w kontakty, rozmowy nie mówiąc już o przekazywaniu doświadczenia Boga w swoim życiu. A nikt nie może ich w tym – pierwszym obowiązku zastąpić. Społeczeństwo, szkoła a nawet Kościół służyć mogą pomocą. Ale jak to robić?
Otóż odpowiedzią może być doświadczenie rodzin neokatechumenalnych, które jest jednym z najbardziej pocieszających owców Drogi. Rodziny odbudowane, otwarte na życie, stające się prawdziwym Kościołem domowym, gdzie funkcjonują trzy ołtarze łaski Bożej: Eucharystii, stołu i łoża małżeńskiego i gdzie realizuje się przekazywanie wiary dzieciom. Dokonuje się to głównie w liturgiach domowych w niedzielę przed południem, kiedy cała rodzina gromadzi się przy odświętnie przybranym stole (biały obrus, świeca, Pismo Święte), czyta lub śpiewa psalmy z Jutrzni przy żywym udziale dzieci. Potem czytany jest fragment Ewangelii. Rodzice pytają: Jak rozumiesz to Słowo i jakie ma znaczenie w twoim życiu? Zdumiewające jest, jak dzieci potrafią zastosować Słowo Boże do własnej konkretnej historii. Na zakończenie ojciec i matka mówią słowo objaśnienia, wychodząc od własnego doświadczenia wiary oraz zachęcają do modlitwy. Liturgię tę kończy Ojcze Nasz i przekazanie znaku pokoju, a ojciec błogosławi po kolei dzieci.
Miłym i oczekiwanym – zwłaszcza przez te najmłodsze – momentem jest słodka agapa.

Więcej o rodzinie Lidii i Andrzeja Jurczyków - CZYTAJ (IDZIEMY, 11.10.2009)

***

Rodzina w misji
MARIA CZERSKA

PASTORES nr 45 ( 2009 ) - fragmenty artykułu

Zostawiają dom, przyjaciół bezpieczna pracę i wyjeżdżają- z kilkorgiem albo kilkanaściorgiem dzieci- w nieznane, do obcego kraju i miasta. Takich rodzin jest już ponad 700. Żyją w 78 krajach, na kilku kontynentach. Po co? Potrzebę misji rodzin w odpowiedzi na apele Jana Pawła II o nową ewangelizację dostrzegli już ponad 30 lat temu inicjatorzy Drogi Neokatechumenalnej. Ksiądz posłany samotnie lub z towarzystwem, by ewangelizować lub zakładać nową parafię w miejscu zsekularyzowanym, gdzie ludzie są obojętni lub wręcz wrodzy, doświadcza często dużych trudności i ogromnego wizowania. Potrzebuje wsparcia. Sam, zresztą, nie wszędzie dotrze.

Pierwsze trzy rodziny z Drogi Neokatechumenalnej wyjechały w 1986 roku-do Hamburga, Strasburga i Oulu w Finlandii. Krzyże misyjne wręczył im papież Jan Paweł II. Od tego czasu misja trwa. Każdego roku na spotkaniu (konwiwencji) wspólnot neokatechumenalnych rozpoczynającym rok pracy formacyjnej do rodzin kierowane jest pytanie o gotowość wyjazdu. Jeśli czują takie powołanie, mogą się zgłosić. Nie wiedzą, dokąd, kiedy i na JAK DŁUGO POJADĄ. Inicjatywa zawsze należy do biskupów, którzy-o ile wiedzą taką potrzebę- mogą zaprosić rodzinę do pracy w swoich diecezjach.

„ Kiedyś na jednej konwiwencji dla rodzin Kiko Arguello, inicjator Drogi, powiedział, że owoce tego, co robimy, będzie może widać za 200 – 300 lat. I chyba to jest prawda” – uśmiechają się małżonkowie.

Wyjazd rodziny na misje to nie tylko osobisty wybór rodziców. Oni decydują również o wyjeździe dzieci, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Rozmawiali, oczywiście, z dziećmi, opowiadali im o swoich planach, ale podejmując decyzje, nie odwoływali się do ich opinii. Nie tłumaczyli dzieciom zbyt wiele – sami przecież nie mieli zielonego pojęcia, czym ma być ta misja i co to oznacza…
Jak twierdzi Aneta, nie bez znaczenia jest naturalna u młodych ciekawość świata i otwartość – taki wyjazd to przecież niesamowita przygoda!

Wyjątkowe dla rodziny jest niedzielne przedpołudnie. Po śniadaniu rozpoczynają się laudesy, tym razem z dziećmi. Najważniejsze jest to, że modlimy się razem - podkreśla Stefan. Śpiewamy, ja gram na gitarze, dwóch najstarszych synów też już zaczyna grać, ktoś zwykle wybija rytm na bębnie. Wszystko to jest bardzo proste, ale do chwalenia Boga wystarczy. Podczas jutrzni czytamy też fragmenty Pisma Świętego i rozmawiamy o tym z dziećmi. Młodszym często opowiadamy jeszcze raz całą historię, pytamy, co im to słowo powiedziało, co w nich poruszyło mówi. Czas laudesy to też okazja do szczerej rozmowy o konfliktach i napieciach w rodzinie, o osobistych problemach dzieci.
Ludzie tu pod wieloma względami są bardzo biedni. Mają pieniądze, opiekę socjalną, zabezpieczenia, ale brakuje im sensu, zakorzenienia, oparcia, głębokich relacji międzyludzkich - twierdzi Aneta.
Dojrzewają kolejne pokolenia wychowywane w rozbitych rodzinach. Ci ludzie już nie czekają na wielką miłość, «do grobowej deski». Kiedyś mówiło się: «parter życiowy». Teraz pojawił się nowy termin, Lebensabschnittspartner - «partner na dany odcinek życia», na dwa lata, na pięć lat… Wielu tak często funkcjonuje. Nie zakładają, że związek to będzie cos trwałego.
Najbliższe otoczenie już bardzo dobrze kojarzy parę z siedmioosobową gromadką. Najbardziej nietypowe jest to, że są to wszystko dzieci tych samych rodziców i to wciąż mieszkającego razem małżeństwa. W okolicy zdarzają się rodziny z kilkorgiem dzieci, ale przeważnie każde z nich ma innego ojca. Na pewno zmienia się stosunek niektórych sąsiadów do nas. Na przykład gospodarz domu. Kiedyś odnosił się do nas z dużym dystansem, teraz okazuje nam sympatię. Gdy przyklejaliśmy na tablicy informacyjnej na klatce plakat z zaproszeniem na katechezy, zwykle znikał następnego dnia. Teraz wisiał ponad miesiąc.
Na sąsiednim piętrze mieszka razem dwóch inwalidów.Przed kolejnymi katechezami Aneta i Stefan zastukali do ich mieszkania. Jeden mężczyzna chciał szybko ich wyprosić i zamknąć drzwi, ale drugi był najwyraźniej zainteresowany. I na którejś z kolejnych katechez, na tej najważniejszej, gdy głoszony był kerygmat, ten właśnie człowiek pojawił się w kościele. Potem wracaliśmy razem i całą drogę rozmawialiśmy. Był zachwycony, opowiadał, że bardzo go poruszyło to, co usłyszał. Na kolejne katechezy na razie nie przyszedł. Ale słyszałem go później, jak rozmawiał z jedną sąsiadką. To był kompletnie inny facet – opowiada Stefan. – I już dla tej jednej sytuacji, dla tego jednego człowieka warto tu być!.


 
design by i-cons