Parafia pw. Św. Mikołaja w Gdyni Chyloni
Parafia pw. Św. Mikołaja w Gdyni Chyloni
| Cudowna figura św. Mikołaja i święta góra w Chyloni |
|
|
|
Znalazłam w domowym archiwum publikację pod tytułem: OBRAZY CUDOWNE I MIEJSCA W DZISIEJSZEJ DJECEZJI CHEŁMIŃSKIEJ PODŁUG URZĘDOWYCH AKT KOŚCIELNYCH I MIEJSCOWYCH PODAŃ opisał KS. FANKIDEJSKI ŚW. TEOLOGII LICENCIAT, WIKARIUSZ TUMSKI I PROFESOR PRZY COLLEGIUM MARIANUM W PELPLINIE Wydawnictwo: PELPLIN W KOMISIE KSIĘGARNI J. N. ROMANA 1880 rok. W niniejszym opracowaniu można znaleźć informacje z XVII i XIX w. o kaplicy na świętej górze, o figurze św. Mikołaj oraz cudownej studzience. Moim zdaniem warto poszerzyć swoją wiedzę o takie wiadomości. Cudowna figura Świętego Mikołaja W Chyloni, w kościele filialnym należącym do Oksywia, znajduje się figura św. Mikołaja nad drzwiami. Rzeźbiona jest z drzewa, niedawno odnowiona i pozłacana; wysoka jest przeszło 3 stopy, św. Mikołaj ma na głowię biskupią mitrę, w ręku trzyma berło. Wierni okazują dziś jeszcze wielkie przywiązanie do tej figury. Dawniej istniała tu inna figura, którą powszechnie czczono jako cudowną, ale ta potem zginęła, jako się później wykaże, a dzisiejsza która teraz jest, została prawdopodobnie w jej miejsce nowo dorobioną. Święta Góra przy Chyloni Zaraz za wsią Chylonią, opodal drogi którą się jedzie do Gdańska, leży góra powszechnie nazywana: góra święta, św. Mikołaja. Wysoka jest co najmniej na 200 stóp, zaokrąglona, spiczasta, dawniej gęstym lasem porosła, z której jest piękny widok; na nią wiodą dwie drogi: jedna wozowa naokoło góry i druga ścieżka, która idzie prosto pod górę. I otóż, dla czego ta góra jest bardzo droga u ludu. Jako stara wieść niesie, obrał sobie to miejsce Mikołaj św. od niepamiętnych czasów, jeszcze przed luterską reformacją, ku czci swojej i wielkie łaski i cuda wyświadczał wszystkim tym, którzy go prosili. To też wierni całą tę górę oddali jakby na własność św. Mikołajowi i nie nazywali jej inaczej tylko: góra święta, góra św. Mikołaja. U góry na wierzchu pobudowali kaplicę, w której cudowną figurę umieścili . Od tego czasu bardzo wiele ludzi przybywało do Chylonii, mianowicie na odpusty 6 grudnia i w dni Krzyżowe, w które uroczysta procesja udawała się do Kaplicy. Zamysły bezbożnych reformatów zawstydzone W takiej czci pozostawała góra św. Mikołaja prze długie czasy aż do luterskiej reformacyi. Wtedy bowiem nie podobało się to katolickie nabożeństwo i te pielgrzymki do św. Mikołaja pewnym luterskim reformatom; którzy dla tego koniecznie się starali, ażeby temu nabożeństwu zapobiedz. Najprzód myśleli, że kiedy usuną figurę cudowną, to ludzie poprzestaną na gromadzie. Poszli więc po kryjomu, wzięli figurę o gdzieś schowali, że nikt nie wiedział. Ale ona znowu napowrót przyszła cudownym sposobem na św. górę. Poczęli się potem w iście barbarzyński sposób pastwić nad figurą, bo nogi urznęli św. Mikołajowi. Ale pomimo to figura cudowna znowu stanęła u góry, a nogi były w podpole, jakby ich nikt nie był przerznął. Zdziwieni luteranie jeszcze po dwa kroć nogi ucięli u figury, ale ona zawsze napowrót przybyła na stare miejsce, aż w końcu zaginęła.[1] Cudowna studzienka na św. górze Luteranie atoli bynajmniej nie osiągnęli zamiaru, żeby przeszkodzić katolickiemu nabożeństwu. Przeciwnie przez owe cudowne zajścia sława św. Mikołaja w Chylonii jeszcze bardziej wzrosła. To też choć teraz figury cudownej nie było i stara kaplica została obalona, ludzi wciąż bardzo wiele przychodziło na świętą górę. A to z tej przyczyny najbardziej, że zaraz w pobliżu obalonej kaplicy utrzymała się jeszcze prastara studzienka św. Mikołaja, której woda okazywała się dziwnie skuteczną od wszelkich chorób. Jedni brali ze sobą tej wody do domu, inni zaś zaraz u studzienki pili albo chore oczy i rany pocierali. Łask musieli wiele doznawać przez przyczynę św. Mikołaja, bo jak donosi w roku 1702 biskupi wizytator, wierni wtedy przeróżne wota przynosili z wdzięczności, które zostawiali na gruzach ulubionej kaplicy.[2] Nowa kaplica wzniesiona Tak więc przez dłuższe czasy tylko lud sam pielgrzymował do cudownej studzienki na świętą górę, ale kaplicy jakiej ani też nabożeństwa żadnego nie było. Dopiero około roku 1752 na nowo wzniesiono kaplicę, która była w tzw. pruski mur stawiana z dwoma oknami ze wschodu i zachodu. U góry w małej wieżyce wisiał dzwon nieduży. Teraz odprawiało się i nabożeństwo na świętej górze. Główny odpust przypadał w dzień św. Mikołaja 6 grudnia, który przed tym powszechnie obchodzony był jako uroczyste święto. Już dzień poprzednio we wigilią poprzychodziło wielu pielgrzymów, nieraz i z dalszych stron. Nazajutrz rano przed sumą szli wszyscy w uroczystej procesyi na górę do kaplicy i studzienki; jeden z duchownych towarzyszący temu pochodowi odprawił Mszę św. w kaplicy i miał kazanie do ludu. Jednak nabożeństwo odbyło się dla większej wygody na dole w kościele. Do słuchania spowiedzi zjeżdżali się księża z całej okolicy, także i wielu Cystersów z pobliskiej Oliwy przybywało. Oprócz odpustu szła jeszcze procesyja na świętą górę w dni Krzyżowe, przed Wniebowstąpieniem Pańskiem, w której to procesyi również wielu pielgrzymów zwykło brać udział. W pobliżu osamotnionej kaplicy stał dawniej mały domek, w którym człowiek jaki stary przemieszkiwał dla lepszej straży kaplicy; w roku 1766 mieszkał tu jakiś pobożny pustelnik imieniem Weseli. Nowszeczasy O nowszych czasach donoszą z wiarygodnego źródła: Kiedy stara kaplica podupadła, wzniósł nową swoim kosztem około roku 1770 ówczesny sołtys z Gdyni imieniem Kur. Była ona po prusku stawiana, długa co najmniej 40 stopy, kryta dachówką; we wieży wisiał mały dzwonek. Wewnątrz w kaplicy stał ołtarz skromny na południe, w ołtarzu była umieszczona figura św. Mikołaja, która teraz jest w kościele nade drzwiami. Dwa okna zrobione były w stronie wschodniej i zachodniej. O nabożeństwie pamiętają starzy ludzie, że się jeszcze dawnym zwyczajem odprawiało na świętej górze około roku 1840. Kiedy w roku 1836 regencya gdańska zażądała, ażeby starą już i słabą kaplicę rozebrać i zaniechać, parafianie zgromadzili się w Chylonii i uradzili: że chcą swoim kosztem tak drogą kaplicę naprawić, a później, da Bóg lepsze lata, i nową okazalszą postawią. Niestety, w roku 1845 w miesiącu grudniu wielki wicher obalił nadwątloną tą kaplicę ![3] A ponieważ nikt nie myślał w czasach owych niespokojnych o nowej budowie, pielgrzymki na świętą górę powoli zaprzestały. Pomimoto i dziś jeszcze wierny ludek okoliczny okazuje wielkie nabożeństwodo św. Mikołaja. Na odpust, który się odprawia w najbliższąniedzielę, stosunkowo dosyć licznie jeszcze przychodzą. Oprócztego zbierają się też i w sam dzień św. Mikołaja 6 grudnia, który zwykle kilka set przystępuje do spowiedzi. Przed figurąśw. Mikołaja, która pochodzi z kaplicy, palą się zawszetrzy świece w czasie nabożeństwa. W ogóle jak tkliwie jestto nabożeństwo, z tego wynika, że św. Mikołaja powszechnie nienazywają tu inaczej tylko z kaszubska: nasz Mikołajk. Jak słyszymy,podobno się krzątają teraz, żeby nową kaplicę pobudować naświętej górze i starodawne nabożeństwo przywrócić,czemu tylko możnaby powinszować. – O studzience św. Mikołaja tojeszcze powiadają starzy ludzie, że woda z niej była dawniejbardzo skuteczną, osobliwie ślepych wiele zostało wyleczonych. Alepotem niegodziwy jakiś człowiek zbezszcześcił tę wodę: bo miałkonia ślepego i chciał go wyleczyć ; wymył mu oko tą wodą, aleteż zaraz zaślepł, a koń podobno przewidział. Mówią, żeod tego czasu woda ze świętej studzienki utraciła moc swojącudowną i już potem więcej jej nie używali. Obecnie pokazująjeszcze znaki w ziemi po tej studzience. [1] Wiadomość o tych cudownych zajściach powzięliśmy z wizyty biskupa Szembeka, wykonanej roku 1702; biskup wizytator badał w tym względzie różnych świadków, z pomiędzy których młynarz ówczesny w Chylonii Henryk Mosen, sam Luter, zeznał, że to słyszał od swego dziadka, także luteranina. Odnośny ustęp łaciński zobacz w Utraconych kościołach 351. ]2] Wizytacja biskupa Szembka. ]3] Pozostały materiał nabył niejakiś posiedziciel Ratathenow, katolik, za 19 talarów i chlew sobie z niego pobudował, który mu niebawem wiatr także obalił. |