Parafia pw. Św. Mikołaja w Gdyni Chyloni



Start

Treść

Paradoksy Drukuj Poleć znajomemu

Paradoksy wiary wielkanocnej
Dlaczego nasz katolicyzm jest wielkopiątkowy



Propozycje duszpasterskie, tak liczne w Wielkim Poście wyraźnie ubożeją po Zmartwychwstaniu. Jakby tylko choroby, biedy i niepowodzenia nadawały się do przeżywania ich z Chrystusem, zaś człowiecze radości, spełnione pragnienia i osiągnięcia miały stanowić jedynie zagrożenie.


W oficjalnych obrzędach wszystko się zgadza: aż przez 40 dni, do Wniebowstąpienia (właściwie jeszcze 10 dni dłużej - do Zesłania Ducha Św.) liturgia rozbrzmiewa echem podstawowej prawdy wiary i największego święta chrześcijan - Zmartwychwstania.

Jednak propozycje duszpasterskie, tak liczne w Wielkim Poście wyraźnie ubożeją. A przecież rekolekcje, Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale miały stanowić przygotowanie - przez refleksję wiary, pokutne oczyszczenie, rozważanie Męki Pańskiej - nie tylko do rezurekcyjnego przywitania Zmartwychwstałego, ale i do jak najdłuższego z Nim wędrowania.

Wielkanoc niesie obietnicę nie tylko dla wypreparowanej z ciała duszy, ale dla całego człowieka, łącznie z jego cielesnością, za której zwycięstwo nad śmiercią ręczy. Jest to prawda tak niezwykła, i tak dla chrześcijaństwa podstawowa, że wymaga nie tylko wypowiadania jej w Credo, ale ciągłego do niej nawiązywania. Najpierw, gdy mówi się o krzyżu. Bez tego popada się łatwo jeśli nie w pochwałę cierpiętnictwa, to w takie współczucie umęczonemu Zbawicielowi, które bardziej wypala się w pobożnym wzruszeniu niż rozbudza wrażliwość na męczącego się obok człowieka, w którym tenże Chrystus oczekuje pomocy (,,cokolwiek uczyniliście..."). Teologia rzeczywistości ziemskiej, a zwłaszcza jej paschalny wymiar, raczej nie należy do często poruszanych wątków kaznodziejskich.

A przecież można sobie wyobrazić wielkanocny odpowiednik tak popularnych nabożeństw pasyjnych. Wszak spotkanie z Tomaszem czy uczniami zdążającymi do Emaus to wydarzenia dające znacznie szersze możliwości medytacji niż niektóre stacje Drogi Krzyżowej. Narosłymi w ciągu wieków powodami, dla których katolicyzm stał się bardziej wielkopiątkowy niż wielkanocny, warto się zająć osobno.
Powielkanocna aktywność wokalna organisty i wiernych także odznacza się ograniczoną raczej wiernością wobec liturgii. Dostojne ,,Chrystus zmartwychwstan jest" nader łatwo ustępuje miejsca innym śpiewom, zwłaszcza maryjnym, gdy od Wielkanocy (najpóźniej 25 kwietnia) niedaleko już do maja. Oczywiście, cześć dla Matki Najświętszej i świętych to nie samoistny kult, lecz wielbienie Chrystusa za to, że Jego paschalna moc okazała się tak czytelnie zwycięska w życiu tych ludzi. Kto jednak o tym mówi w dniu 3 czy 8 maja? Na ile chrystocentryczny charakter mają rozbrzmiewające wtedy pieśni. Zgromadzeni w świątyni intonują ,,Chwalcie łąki umajone" czy ,,Po górach, dolinach". Wielkanocne wątki, mówione czy śpiewane, cichną tak łatwo, jakby były najmniej ważne.

Z pasyjnymi było przeciwnie. Chociaż liturgia wielkopostna skupia się wpierw na nawróceniu serc, a dopiero przez 2 ostatnie tygodnie rozważa Mękę Pańską, piątkowa Droga Krzyżowa zaczyna się po kościołach zaraz po Popielcu, a co niedzielę są śpiewane Gorzkie Żale.

Za niezmordowane śpiewanie zachęt do lulania Jezunia np. po Ewangelii o weselu w Kanie Galilejskiej, odpowiada jednak częściowo podwójna rachuba czasu w kalendarzu kościelnym. Parę dni lub tygodni czasem oznacza tu kilka lat (np. dzieciństwa Jezusa) czy całą epokę (historyczne oczekiwania Chrystusa - Adwent), kiedy indziej zaś czas z historii zbawienia jest odwzorowywany w skali 1:1.

A wracając do odstającego od liturgii śpiewania. Przy najwcześniejszej Wielkanocy, czyli 22 marca, Popielec wypada 4 lutego. Wtedy ostatnie ,,Do szopy hej pasterze" do pierwszej Drogi Krzyżowej dzielą raptem 4 dni!

Wszystko to razem jest wyłącznie stwierdzeniem istniejących paradoksów, zastanych i zasiedziałych, do których się przywyka. Inercja tych, którzy mogliby tu niejedno zmienić, jest bezdyskusyjna. Ponieważ tego nie chcą, a w krytyce interesują ich nie racje, lecz doszukiwanie się jej ukrytych jakoby celów, powyższy tekst krytyką być nie ma. Jest jedynie czystą konstatacją stanu rzeczy, któremu trudno zaprzeczyć. Ocena jego konsekwencji należy do Czytelników.
Ks. Jan Kracik Tygodnik Powszechny 2003
 
design by i-cons